
Czy internet powinien być miejscem absolutnej swobody wypowiedzi? A może jednak potrzebuje jasnych zasad? To pytanie stało się osią szkolnej debaty, która poruszyła więcej, niż można się było spodziewać.
Debata, przygotowana przez Annę Rymarczuk, zgromadziło uczniów i nauczycieli, a temat od pierwszych minut wywołał emocje. Bo przecież internet to dziś nasza codzienność - miejsce rozmów, opinii, sporów i… czasem hejtu.
Debatę mocnym akcentem rozpoczęli Maciej Mędrek i Jakub Mamczyc, broniący pełnej wolności słowa w sieci.
- „Czy wolność słowa to luksus na dobre czasy, czy bezpiecznik, który chroni nas wtedy, gdy robi się naprawdę trudno?” – pytali, zwracając uwagę na ryzyko cenzury i ograniczania niewygodnych opinii.
Po drugiej stronie stanęły Maja Szeja, Nadia i Alaksandra Kamińska. Przekonywały, że całkowita swoboda w internecie może prowadzić do przemocy słownej, manipulacji i realnych krzywd. Podkreślały, że brak zasad nie oznacza wolności – często oznacza chaos.
Pomiędzy tymi stanowiskami znaleźli się Kacper Wolański i Bartek Szewczyk. Szukali równowagi. Mówili o wolności, która idzie w parze z odpowiedzialnością. Bo choć w sieci wielu czuje się anonimowo, tak naprawdę anonimowość bywa złudna – a słowa zawsze mają konsekwencje.
W debacie uczestniczyły klasy 2 TSS, 3D, 4 TSP, 4 TBS oraz nauczyciele, z dyrektor Renatą Jabłońską-Denes i wicedyrektor Sybillą Wojciechowską na czele. Sala żyła dyskusją – były argumenty, riposty i chwile ciszy, kiedy padały najmocniejsze pytania.
Czy udało się dojść do jednoznacznych wniosków? Nie. I może właśnie o to chodziło. Bo wolność słowa to nie czarno-biały temat. Z jednej strony to fundament demokracji. Z drugiej - w internecie nic nie znika, a każde słowo może kogoś zranić.
Jedno jest pewne - była to rozmowa potrzebna. Dojrzała. Prawdziwa. I pokazująca, że młodzi ludzie nie boją się mierzyć z tematami, które dzielą świat.
"Inni budują dla nas, my dla potomności"

49-300 Brzeg
ul. Kamienna 3




















































